
Na szczęście wszyscy dojechali. Zaczęliśmy chyba punktualnie ( z godzinną tolerancją:) i skończyliśmy jeszcze później. Ale zjeść co niektórzy zdążyli, i wskoczyć w nowe role również. No pan fotograf dał radę i każdy chciał go wykorzystać. No ja też się załapałem, a jak, no ale to już tak bezcenne zdjęcie (jedno), że nikt go nigdy nie zobaczy:) Bardzo dziękuję Edycie (za obecność, postawę i profesjonalizm – było o czym rozprawiać w drodze powrotnej), Patrycji, która przyjęła moją ofertę last minute no i kochanej Zojce, za wszystko:) Podziękowania dla Pana fotografa poza kolejnością. Bez niego nie dalibyśmy rady.


